• [ Pobierz caÅ‚ość w formacie PDF ]

    za ciebie... wyjść!
     Dlaczego nie?
    Jego niezachwiany uśmiech sprawił, że czuła się
    jeszcze bardziej zagubiona. I trochę zła.
     Bo... Bo nie dalej niż wczoraj myślałam, że chcesz
    214 Tori Carrington
    ze mną zerwać.  Zatrzymała się przed nim, kurczowo
    przytrzymując prześcieradło.  Bo jeszcze dziesięć dni
    temu planowałeś... byłeś przekonany, że chcesz się
    ożenić z kimś innym.
    Znowu zaczęła krążyć. Potrzebowała odrobiny dys-
    tansu. Musiała pozbierać myśli. Koło stołu znowu
    zawróciła.
     Czy to... czy to ten sam pierścionek?
    Uśmiech w końcu zniknął. Jęknęła.
     Boże. Chciałeś mi się oświadczyć, używając tego
    samego parszywego pierścionka.
     Poprawka. Oświadczyłem ci się.
     Używając tego samego pierścionka!  krzyknęła.
     O czym ja mówię? Co mnie obchodzi ten cholerny
    pierścionek? Wciąż nie mogę zrozumieć, czemu w ogó-
    le mi go dałeś?
     Bo ciÄ™ kocham.
    Skrzywiła się. Serce ścisnęło się jej tak mocno, że
    stanęła jak wryta. Zacisnęła powieki i przełknęła
    ślinę.
     Posłuchaj, Grace  rozległ się jego głos zaraz zza jej
    pleców, a gorący oddech pieścił jej nagie ramię.  To
    pierścionek zaręczynowy, który mój dziadek dał babci.
    Ma dla mnie wielkie znaczenie.
    Gdy się wreszcie odezwała, jej głos był prawie
    szeptem.
     Czy swojej pierwszej żonie też go dałeś?
    Odpowiedziało jej niespokojne chrząknięcie.
    Znowu ruszyła z miejsca, tym razem w przeciw-
    nym kierunku. Prześcieradło zahaczyło o ławę. Szarp-
    nęła, nie zwracając uwagi na złowieszczy trzask roz-
    dzieranej tkaniny.
     Słuchaj, Grace... Wiedziałem, że pierścionek nie
    jest... do diabła, że on do ciebie nie pasuje. Ale przecież
    Seksualne safari 215
    to tylko kawałek metalu i kamienia, prawda? Czy to
    nie śmieszne, że robisz z tego taką aferę?
    Spojrzała na niego, nie zatrzymując się. Westchnął
    ciężko.
     Jeśli to ci zrobi jakąś różnicę, to wczoraj, gdy
    byłem na zakupach, zamówiłem drugi pierścionek,
    inny pierścionek, na którym będzie wygrawerowane
    twoje imię. Po prostu... nie był gotowy na czas.
    Potknęła się o coś i poleciała na łóżko. Westchnęła,
    podniosła się i spojrzała pod nogi. To była jej nowa
    sukienka. Ta, którą włożyła wczoraj wieczorem, żeby
    pokazać Dylanowi, co straci. Kiedy jej się wydawało, że
    on zamierza z nią zerwać.
    A on, zamiast tego, poprosił ją o rękę.
    Stanął w nogach łóżka i oparł się o słupek. Grace wzięła
    do ręki sukienkę i skupiła się na wygładzaniu zagnieceń.
     O co tak naprawdÄ™ chodzi, Grace? Oboje wiemy,
    że nie o pierścionek.
    Podniosła buty. Miała ochotę rzucić jednym z nich
    w Dylana.
     I oboje wiemy też, że dawanie mi tego samego
    pierścionka jest w wyjątkowo złym stylu.
    Jego uśmiech wrócił. Nie wytrzymała i rzuciła
    w niego butem. Złapał go bez trudu.
     Bez wÄ…tpienia.
    Poprawiła prześcieradło na piersiach.
     Boże, ty mówisz poważnie, prawda?
    Kątem oka dostrzegła jego skinienie głową. Przez
    długie chwile nie odzywała się ani słowem. Była tak
    zatopiona we własnych myślach, że aż podskoczyła,
    gdy usiadł koło niej. Automatycznie uniosła się, żeby
    nieco się od niego odsunąć.
     Posłuchaj, Grace... Wiem, że to dla ciebie dość
    nieoczekiwane.
    216 Tori Carrington
    Mruknęła potakująco. Sięgnął po jej dłoń. Wyszarp-
    nęła ją.
     Ale przez ostatnie dwa dni dużo myślałem i...
    doszedłem do wniosku, że to właściwy krok.
    Poderwała się i wbiła w niego wzrok.
     Może w twojej książce, Dylan. W mojej... cóż, jest
    wiele istotniejszych spraw niż małżeństwo. Na przy-
    kład kariera. Sukces materialny. Poznanie samego sie-
    bie.
    Zachichotał cicho.
     W życiu nie spotkałem kobiety, która czułaby się
    równie dobrze w swojej skórze.
    Niespokojnie przeczesała włosy palcami. Starała się
    rozplątać zmierzwione po nocy kosmyki. Bez skutku.
     To doskonały przykład na to, jak słabo mnie
    znasz.  Odruchowo wygładziła czarny materiał su-
    kienki.  Nie rozumiesz? Wszystko... schrzaniłeś. Jak-
    by mało było tego, że i tak nie bardzo sobie radziłam
    z uporządkowaniem tej układanki. Zjawiłeś się i wszy-
    stko jeszcze bardziej pomieszałeś.  Złapała się na tym,
    że miętosi suknię.  Cholera, teraz nic do niczego nie
    pasuje.
    Wolno położył dłoń na jej dłoni.
     To zupełnie naturalne.
    Warknęła z rozdrażnieniem i wstała z łóżka, co nie
    było łatwe, biorąc pod uwagę fakt, że była owinięta
    prześcieradłem. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • matkadziecka.xlx.pl